W fantastycznych nastrojach opuszczali stadion lubińscy kibice. Ich drużyna dzisiaj nie tylko pokonała w dobrym stylu lidera ekstraklasy - GKS Katowice, ale też przeszła metamorfozę sposobu gry, która zwiastuje lepsze niż dotychczas wyniki kolejnych spotkań ligowych.
Czterotysięczna widownia miała dzisiaj co oglądąc. Ledwo Robert Werder - sędzia główny rozpoczął to spotkanie, a już po składnej akcji gospodarzy i szybkim strzale Jacka Manuszewskiego Zagłębie mogło prowadzić. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W 5 minucie meczu, po rozegraniu z outu, Klimek podał do Brasilii, a ten zdobył swojego pierwszego gola w barwach drużyny z Lubina. Chwilę potem było już 2:0 dla Zagłębia! Znowu główną postacią na boisku był odzyskujący dawną formę Arkadiusz Klimek. To on podał to Nicińskiego, który wślizgiem podwyższył rezultat spotkania. Na twarzach piłkarzy z Katowic było widać ogromne zdziwienie. Nikt z nich nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. W ciągu siedmiu minut goście praktycznie przegrali ten mecz.
Zagłębie do końca pierwszej połowy grało "na fali". Widzowie co chwila byli świadkami długich rajdów, szybkich zagrań i strzałów z pierwszej piłki w wykonaniu lubińskich graczy. Bardzo dobre spotkanie rozgrywali Brasilia, Manuszewski i Klimek. Ten trzeci miał zresztą dziesiątki wyśmienitych sytuacji na kolejne gole, ale albo minimalnie pudłował albo jego strzały szczęśliwie bronił Tkocz. Katowiczanie pierwszy raz poważnie zagrozili bramce Krupskiego dopiero w 40 minucie, kiedy to Jacek Kowalczyk strzelając z bliska głową trafił tuż obok słupka.
Druga połowa miała zupełnie inny przebieg. Drużyna z Katowic, zapewne na skutek uwag trenera w przerwie, próbowała częściej atakować, ale jednocześnie dobrze pilnowała tyłów. Lubinianie zaś uspokoili grę i ich ataki straciły na dynamice. Piłkarze jednych i drugich często ścierali sie w środkowej strefie boiska, rzadko dochodząc do sytuacji strzeleckich. Dopiero pod koniec meczu zarysowała się lekka przewaga Zagłębia. Na listę strzelców kilkukrotnie mógł wpisać się bardzo aktywny dzisiaj Klimek - nie udało się jednak. Na jedenaście minut przed końcem, gdy trener Wojno wyczerpał już limit zmian, groźnej kontuzji doznał Andrzej Szczypkowski. W starciu z rywalem lubinianim został zahaczony kolcami buta o czoło i nie mógł dalej grać. Po opatrzeniu rany ze stadionu odjechał karetką. Zagłębie grało w "dziesiątkę" już do końca spotkania, ale nie było widać w związku z tym jakiejś większej przewagi Katowiczan. Owszem, próbowali oni zaskoczyć Krupskiego, ale widać było, że w raz z upływającym czasem, są co raz bardziej pogodzeni z porażką. Do ostatnich sekund spotkania wynik nie uległ już zmianie. Po konsekwentnej grze w obronie i składnych atakach, zasłużenie wygrało Zagłębie Lubin.
Konferencja prasowa:Jan Żurek: Rozpoczęliśmy ten mecz fatalnie. Straciliśmy w przeciągu dwóch minut dwie bramki. Mój zespół stracił głowę. Trzeba przyznać, że przegraliśmy zasłużenie. Gratuluję Zagłębiu dobrej postawy. Zagłębie ma potencjał, dzisiaj to pokazało i wykorzystało. Zagrali naprawdę agresywną, dobrą piłkę. Trzeba docenić klasę zespołu Zagłębia - wygrali z nami zasłużenie. To jest urok piłki nożnej. Może nawet i dobrze, że przegraliśmy. To liderowanie dla mojego zespołu to jest jakieś pewne obciążenie. Zawsze każda drużyna się na tego lidera mobilizuje. Wiadomo, że to jest splendor wygrać z drużyną, która przewodzi w lidze. W każdym razie nie umniejsza to sukcesu piłkarzy Zagłębia i ich dobrej gry w dzisiejszym mecz. Gratuluję.
Wiesław Wojno: Myślę, że wszyscy w klubie, zawodnicy i ja, oczekiwaliśmy takiego bodźca, jakim była wygrana z GKSem Katowice. Była wreszcie okazja na konfrontację umiejętności i dzisiaj to, co potrafiliśmy, to pokazaliśmy. Chcieliśmy to spotkanie wygrać i myślę, że zawodnicy zrobili w tym meczu wszystko by pokazać się z jak najlepszej strony. Uczynili to w szczególności w pierwszej połowie. Wynik do przerwy dał gwarancję na spokojną grę w drugiej połowie. Niemniej jednak to spotkanie okupiliśmy kontuzją i kartkami, które wykluczą paru graczy z następnych spotkań. Chciałbym aby kontuzja Szczypkowskiego nie okazała się aż tak tragiczna, że nie będzie mógł wystąpić w tych dwóch następnych spotkaniach. Chciałbym podziękować chłopakom i potwierdzić to, co powiedział trener Żurek, że w tym zespole jest potencjał, ale psychika nie jest naszą najlepszą stroną. Dzisiaj przeciwnik wyjątkowo nas zmobilizował. Nie mieliśmy nic do stracenia, poszliśmy za ciosem i wygraliśmy to spotkanie.